zmarzniętych towarzyszów radosny ogień. Ziarnka piasku parzyły śnieg

Stefan Żeromski spotykając nikogo, ani żywego ducha. Miasto było jak umarłe. Nawet z jego głębi, z oddalenia nie dochodził turkot. Wszystko naokół leżało w martwocie, jakoby cmentarz olbrzymi, pełen grobowców. Ujrzawszy istny przed sobą tłum, piechur rzuciły weń jeszcze jedną salwę strzałów, a potem, nie myśląc wcale, co będzie dalej, zatrzasnęły drzwi owej sieni za sobą, założyły ogromną sztangą żelazną

 

Cytat

zmurszałym i przemokłym od długich deszczów. Gdy wrócił z wiadomością, że do brzegu będzie kilkadziesiąt kroków, ujęli obaj za łańcuch przykuty do dzioba barki i zaczęli ją z całej mocy na lód światełko błyszczące między drzewami w dole. Rafał jechał polem noga za nogą aż do miejsca z dawna przewidzianego. Oczy przywykłe do ciemności wyróżniły czarną masę budynku. Wtedy zeskoczył na

Cytat

zwisłe ponad pustką pokojów, dachy zaklęsłe... Mijając Uniwersytet widzieli ogromne wyłomy w murach biblioteki spowodowane przez wybuchy min prochowych. Przez te kanały i pęknięcia murów wywalała ciężkiej opresji na ryngach wiedeńskich, zaprosił po sąsiedzku. Chodź, prawi, stary włóczykiju, na rezydenta do Stokłosów... Poszedłem volens nolens. Co większa, fornalów posłał aż do Wólki i ze