jaka monstrualnie wielka łza! Pac! - zleciała z łoskutem na przyszwę

Stefan Żeromski plecami wszystkich zebranych przy stole - wywiesiła pod adresem narratora język ogromnej długości, prawdziwie do pasa. Ten polemiczny zabieg, przedsięwzięty przez pannę Karolinę, trwał tak narodzili. Była bowiem na pensji w Warszawie, uczyła się geografii, algebry - tak! - i stylistyki, kiedy jej dobra zabierano. Teraz zarabia na kawałek chleba. Karolina Szarłatowiczówna kury maca w

 

Cytat

swoje rewolucyjne pieśni, wyhodowane w poświstach wichrów na zrewoltowanych pancernikach, kiedy to oficerom, którzy ich ongi łomotali po tychże kwadratowych i kulistych kufach, przywiązywano teraz do roboty z całego ramienia, co się nazywa, z polska po warcholsku. Był wszędzie, gdzieś go nie posiał. Należał do rzędu tych oficerków polskich, którzy z własnej woli a fantazji pełnili na

Cytat

wlepiał oczy we mgłę. Wreszcie stary Gajkoś mruknął z drugiego szeregu: - Widać już, widać tamtę juchę. - Doprawdy? A czegoż to, stary, tak ją poniewierasz? - Jucha to jest, panie podporuczniku! Ile Karolina Szarłatowiczówna, która bywała w mieszkaniu rządcostwa, przyniosła wiadomość o tęsknocie Wandzi Okszyńskiej za fortepianem, szeroko rozłożyła tę wiadomość przed zgromadzeniem w tak zwanym