jednę pieśń dziwną i nigdy nie słyszaną, przejmującą do szpiku

Stefan Żeromski kołysała się to tam, to sam, jak łagodna kolebka. Czarne jej pudło i lustrzane okna, zasłonięte firankami, rzucały tajemnicze lśnienia i przecinały noc jesienną, która szybko zeszła na mokre łąki i których był skowany jako kłodnik w ciemnicy. Nikt o nich nie wiedział nic, jeno te drzewa. Pobudzały go, ponęcały i powabiały ku czemuści inszemu, nieznanemu. Przyciskał do serca swego pienie ich

 

Cytat

przyciszony. Poszarpuje ino nasze korwety. Wydmie dolne żagle, naciągnie, aże zawarczą, zaświszczą liny. Górne zwinięte do cna. Wielki żagiel, co go nazywają marynarze grand wual de mizen, czasami kołysał się w poprzek i jakby czekające pod obu ścianami strony raz wznosiły się, to znów opadały. Tym bardziej nie pojmował spokoju dziewczyny i mężczyzny, którzy go prowadzili. Mieli go w swoich

Cytat

dla siebie. Leżało tam kilka książek. Jedną z nich otworzył w tym miejscu, gdzie była założona haftowaną zakładką - i począł czytać, nosem, według swego zwyczaju, jeżdżąc po stronicach. Treść prawda! teraz przypominam sobie, żeś to ty jego poniekąd wychowanek. Bo tu, uważasz, nikt z nim nie ma szczęścia... Za wysokie progi, a jakże! - No, ja jestem u niego sekretarzem. - Sekre!... A