niewyleczalną - no, i niech tam wszystko jasne pioruny spalą!
Stefan Żeromski radośnie: - A! Pani Laura... - Gdzie? Jaka znowu Laura? - Sąsiadka nasza, pani Laura Kościeniecka, ze swym narzeczonym. Patrzże! Cezary obejrzał się dookoła i rzeczywiście spostrzegł "sąsiadkę".
przyjmowała z nosem tak wysoko zadartym i z takim skrzywieniem ust, jakby istotnie w jego wywodach zawarty był jakiś zapach mocno nieprzyjemny. W pewnej chwili Cezary Baryka doznał uczucia
Cytat
przez sen pamiętał. Kapitan przycisnął go do piersi i bez słowa, długo całował w usta. Gdy go wreszcie posadził przy stole, jeszcze długo, zasłaniając oczy od blasku świecy, patrzał na niego w
sobą ściany i piec zimowego mieszkania. Na szarą barwę jego twarzy gorący wiatr, przylatujący zza mórz, wywabił słabe rumieńce. Między zsuniętymi brwiami została posępna rysa. Wjechali w granice
Cytat
do przedmieścia, było coś bolesnego, coś, co poduszczało do wołania o pomoc. Mózg, opleciony niby miękkim przędziwem pajęczyny, wypracowywał myśli czasami niesłychanie pospolite, a niejednokrotnie -
kobiecie swoje zachowanie. - Wątpię, czy pani mogłaby mi pomóc - rzekł - aby mnie pomóc, trzeba by mieć stosunki z wysokimi urzędnikami. Pani jednak zna na pewno tylko niższych urzędników,